Za nami jedna z najważniejszych nocy...

W dniach 17-24 stycznia uczniowie...

W sobotę 13 grudnia 2025r. w holu naszej...

We wtorek 2 grudnia 2025r. w hali sportowej...

W atmosferze radosnego oczekiwania na...

W poniedziałek 1 grudnia w...

W tym roku szkolnym ponownie mieliśmy...

Święto Niepodległości to wyjątkowy dzień....

W listopadzie br. Rodzina Salezjańska na całym...

My na ŚDM

Adrian Arkita
ŚDM w Polsce. Nie mogło nas tam zabraknąć. Po Mszy świętej o 7:30 wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy w stronę Łochowa aby tam przesiąść się do pociągu. Co prawda nie było w nim już dla nas miejsc siedzących, ale siedzenie na korytarzu wcale nie jest takie złe ;) Dotarliśmy na miejsce gdzie odebrali nas wolontariusze i  straż odprowadziła nas do szkoły w Nawojowej Górze gdzie mieliśmy spać. Zjedliśmy kolację, umyliśmy się i wszyscy grzecznie poszliśmy spać gotowi na przygody dnia kolejnego. Po śniadaniu poszliśmy do kościoła gdzie katechezę prowadził Filipińczyk, a następnie biskup z Wielkiej Brytanii, który następnie odprawił Mszę świętą. Następnie wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy do Krakowa. Tam na rynku zobaczyliśmy tłumy radosnych, kolorowych pielgrzymów z całego świata. Flagi powiewały na wietrze tworząc niesamowitą atmosferę. Wszędzie było słychać śpiewy i okrzyki. Każdy krakowski tramwaj był przepełniony nie tylko ludźmi ale też pozytywną energią i piosenkami z każdego zakątka świata. W takim kolorowym korowodzie dostaliśmy się na krakowskie Błonia, gdzie Papież prowadził Drogę Krzyżową. Wywarło to w nas wiele emocji i pozwoliło zastanowić się nad swoim życiem. Po Drodze Krzyżowej odbywał się koncert, na który część grupy zdecydowała się poczekać. Pozostała część wróciła do szkoły. Powrót nie był taki zwyczajny, bo tak jak podczas całego ŚDM-u otaczał nas tłum szczęśliwych i życzliwych ludzi. Nie ważne było pochodzenie, kolor skóry czy język. Liczyła się młodość, chęć życia i wiara. Następnego dnia czekała pielgrzymka na Brzegi i nocne czuwanie. Droga była trudna, ale nikt się nie poddał. Miejscowa ludność rozdawała wodę, kompoty, strażacy rozkładali wodne płaszcze. Wszyscy byli dla siebie niesamowicie życzliwi. Co prawda nie udało nam się dostać na nasz sektor, bo był już zapełniony, i noc musieliśmy spędzić „w przejściu”, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dlaczego? Ponieważ rano postanowiliśmy spróbować dostać się na nasz sektor, ustawiliśmy się w kolejkę, a wtedy dowiedzieliśmy się, że będzie tędy jechał papież Franciszek. Gdyby nie noc poza sektorem możliwe byłoby, że go nie zobaczymy. Uczestniczyliśmy w Mszy świętej rozesłania odprawianej przez Ojca Świętego, wysłuchaliśmy jego homilii, pożegnaliśmy „piątkami” pielgrzymów z całego świata i ruszyliśmy w drogę powrotną, która okazała się być najdłuższą i najtrudniejszą do tej pory. Wiele z nas miało ochotę się poddać. Ale mimo tych wszystkich trudów WARTO BYŁO ☺  
 
Natalia Piwko

Polecamy