Dnia 5 września 2018 roku klasa II  SSP...
4 września o godzinie...

3 września, podobnie jak w całej Polsce,...

Dnia 30 sierpnia o godzinie...

Dnia 29.08.2018 odbył się...

Mottem naszej szkoły jest "...

ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO...

WARSZAWA DA SIĘ LUBIĆ

ablonska

Gdzie najlepiej pojechać na szkolną wycieczkę? Do Warszawy oczywiście. Niezbyt daleko, nie za blisko, a i każdy znajdzie coś dla siebie coś atrakcyjnego i w programie podróży, i w Mc Donaldzie. Dlatego też i właśnie drugie klasy licealne postanowiły wyprawić się tego pięknego, słonecznego dnia jakim był 30 października 2017 roku. No nie żartuję, ogólnie to zimno było i nawet śnieg troszkę popadał, ale pogoda nie mogła stawać w szranki z wszechogarniającą euforią związaną z wycieczką szkolną!
       O wschodzie słońca, gdy o 6:14:59 niebo witało pierwsze  promienie i blaski budzącej się jutrzenki, my nie do końca tak obudzeni wyjechaliśmy z Sokołowa w naszą trasę. Dwie godziny drzemki i kilometrowych korków później osiągnęliśmy pierwszy obrany cel naszej podróży - Hangar 646, czyli znany dobrze większości z nas park trampolin. Co się tam robi chyba opowiadać nie muszę... (pst. skacze się na trampolinach jakby co, w takich ekstrawaganckich skarpetkach). Osobiście jednak, bardziej niż zwykłe i niezwykłe trampoliny zachwycił mnie basen z gąbkami ala ruchome pisaki, gdzie można było mierzyć się z innymi  osobami na materacowe miecze i zrzucać je w tą przepaść gorzkiej porażki. Ach, sport ma takie piękne oblicza.
     Godzinka upłynęła jak z bicza strzelił, my zmęczeni, tak dla odmiany nie życiem a przyjemnością, w miarę pospiesznie pozbieraliśmy się do kupy i kiedy suma wszystkich pasażerów początkowych się zgadzała, wyruszyliśmy dalej. Do kolejnego przystanku zostało nam jeszcze kilka dobrych godzin więc dla ukojenia naszych spragnionych dusz zatrzymaliśmy się troszeczkę w Arkadii, krainie nieustannej wiosny i wiecznej szczęśliwości (wifi). Następnie wszyscy, posileni czymkolwiek dusza pragnęła, przemieściliśmy się już do ostatniego punktu naszej wycieczki warszawoznawczej.
       Nareszcie nadszedł czas na punkt kulminacyjny - Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Większość z nas była tam po raz pierwszy więc nie powiem, byliśmy choć troszkę zaciekawieni, mimo że nie koniecznie wszyscy są pasjonatami takich muzealnych klimatów. Jest to obiekt bardzo nowoczesny, bogato wyposażony. Z ciekawością zaobserwowałam to, że w jednej z przykładowych sal, gdyż muzeum składa się z masy połączonych ze sobą pomieszczeń, znajdowało się tak dużo projektorów multimedialnych, że można by wyposażyć nimi jedną, przeciętną szkołę. To takie jedno z wielu spostrzeżeń, które mogły przewijać się przez nasze myśli w trakcie zwiedzania. Może bez fajerwerków, ale obejrzeliśmy wszystkie wskazane nam przez panią przewodnik wystawy i każdy mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego, co go zaintrygowało i poruszyło trochę szare komórki. O, doskonałym przykładem może być, np. nowatorskie zastosowanie cytryny, które warto zachować w pamięci na przyszłość :P. Pobudzającą adrenalinę częścią wizyty w muzeum jest też zapewne wejście, gdzie nie tak wcale łatwo się przedostać przez metalowe bramki i serdecznych panów ochroniarzy. Uwaga! Rada dla przyszłych wizytatorów - do budynku nie można wnosić niebezpiecznych, ostrych przedmiotów, więc wszystkie osoby posiadające ostre jak brzytwa poczucie humoru są proszone o pozostawienie je natenczas w domu. Ku wspólnemu bezpieczeństwu.
       Cóż, jak wiadomo nie wszystko złoto, co się świeci, a przy dobrej zabawie czas szybko leci. A szczególnie w doborowym towarzystwie naszych serdecznych kolegów i koleżanek. Po długim, acz jakże sowicie owocnym dniu, nasyceni i sobą, i Warszawą, mogliśmy powrócić na łono naszej małej ojczyny, Sokołowa, gdzie w po spożyciu maminego obiadku w zakątku naszej chatki, przyszedł czas przygotować się na następny dzień pracy w szkole :)

E. Lisiecka

Polecamy